Blog

Trochę o literaturze kobiecej…

Literatura dla kobiet. Jak zdefiniować to zjawisko? Czy taki nurt należy w ogóle wyodrębniać? Czy to uczciwe wobec autorek?

W blogu Randy Susan Meyers, amerykańskiej autorki czytam w odpowiedzi na podobne pytanie: „We don’t need firemen and firewomen. We are all firefigthers… We are all writers.” Tyle. To absolutnie odpowiednia reakcja.

Uczciwie jednak przyznaję, że nie uciekniemy od spekulacji na temat zjawiska definiowanego jako „literatura kobieca”. Szczególnie, kiedy tak spektakularne sukcesy odnoszą ekranizacje bestsellerów rynku wydawniczego w kategorii literatura erotyczna. Mam oczywiście na myśli Blankę Lipińską i jej cykl 365 dni. Nie obawiam się przyznać, że podziwiam autorkę za konsekwencję i dynamikę w działaniu. Inne kwestie pozostawiam krytykom i literackim, i filmowym. Szanuję fakt, że ostateczną decyzję podejmują czytelnik i widz. Sama chętnie buszuję w różnych segmentach literatury skierowanej do kobiet. W jej odmianach obyczajowych, które dla mnie reprezentują pisarki anglojęzyczne jak Allison Pearson, Emilly Giffin czy Maria Sempe.

Zdarza mi się traktować ich utwory z gatunku fiction jak poradniki – kto czytał Gorzej być nie może Allison Pearson będzie z pewnością wiedział co mam na myśli.

Kupuję w całości Elenę Ferrante, bez cienia wątpliwości i w wielu odmianach od wspaniale przeczytanego przez Laurę Breszkę audiobooka, przez różne wersje wydań papierowych…
Dwa lata temu wybrałam się na kongres pisarzy do Nowego Jorku w nadziei, że poznam aktualne trendy w literaturze na największym rynku czytelniczym na świecie. O tej wyprawie być może napiszę więcej wkrótce. Podczas wspomnianego kongresu uczestniczyłam w spotkaniu na temat literatury kobiecej właśnie. W panelu moderowanym przez Sam Sanders, dziennikarkę specjalizująca się w literaturze dla kobiet, brały udział cztery autorki Amy Sue Nathan, Rachael Herron, Kimmery Martin, Jessica Strawser, reprezentujące różne nurty i znajdujące się na różnych etapach kariery. Byłam pod wrażeniem, jak drobiazgowo na rynku amerykańskim została skatalogowana literatura pisana z myślą o kobietach – od oczywistego romansu, przez powieści miejskie czy gatunkowe jak thriller po upmarket fiction (powieść o charakterze mniej komercyjnym, z elementem innowacyjnym i artystycznym).

Jednak naprawdę urzekł mnie system współpracy i wzajemnego wsparcia, jakiego udzielają sobie autorki. Konkurencja oczywiście istnieje i jest bardzo silna, ale funkcjonują stowarzyszenia zrzeszające autorki o podobnych upodobaniach. Dziewczyny spotykają się na wspólne pisanie, wymianę doświadczeń, podnoszenie swoich kompetencji, analizę trendów na rynku, także w mediach społecznościowych. To są działania powszechne i zorganizowane, które kształtują rynek i budują solidarność wśród autorek.

«